Szwedzka złota jesień

Od zawsze uważałam, że w moich żyłach płynie nordycka krew, a serce zamiast w klatce piersiowej leży daleko na północy. Już od dawna nie liczę podróży odbytych do Norwegii czy Szwecji, a każda kolejna utwierdza mnie w przekonaniu, że tam jest moje miejsce na ziemi. Lecąc tam zawsze mam poczucie, że wracam do domu.

Początkowo podróż do Sztokholmu zaplanowałam na okres letni, ale ze względów wyższych wyjazd został przesunięty. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Mimo początkowych zapowiedzi ulewnych dni, Sztokholm przywitał mnie słoneczną pogodą. Uważam się za prawdziwą szczęściarę, że piękna pogoda utrzymywała się przez cały wyjazd, a miasto pozwoliło mi się ponownie w nim zakochać, tym razem w jesiennej odsłonie.

Gdyby ktoś mnie zapytał o pierwsze skojarzenie ze Szwecją bez zawahania odpowiedziałabym fika! Szczerze uważam ten zwyczaj za jeden z najbardziej urokliwych. A fika to po prostu przerwa na kawę, której często towarzyszy słynna w całej Szwecji (i nie tylko) cynamonowa bułeczka. Jeżeli kręcicie nosem uważając, że przecież w Polsce też mamy swoją „fikę” i to nawet kilka w ciągu dnia już pędzę z wyjaśnieniem. Fika to nie pospieszne robienie kawy w automacie, ale celebracja czasu spędzonego przy kawie często ze współpracownikami, przyjaciółmi czy rodziną. Możemy ją świętować w miejscu pracy, kawiarni, domu, na świeżym powietrzu czy gdzie tylko sobie zamarzymy. To taka chwila oderwania się od obowiązków i cieszenia się z prostych przyjemności jak kawa z bliską osobą.

Warto wspomnieć, że Szwedzi przodują w rankingu ilości wypitej kawy. Zawsze wybieram herbatę, jednak muszę przyznać, że te wszystkie niesamowite kawiarnie zupełnie mnie zauroczyły. Wiele z nich to małe osiedlowe biznesy, co buduje naprawdę przyjazną i domową atmosferę. Ze swojej strony serdecznie polecam Green Rabbit oraz Kaffeverket, do tej drugiej idźcie koniecznie na śniadanie!

A moim towarzyszem był Daniel, mój bardzo bliski przyjaciel, który jest tak zakochany w Szwecji, że porzucił swoje życie w Polsce i przeniósł się za morze Bałtyckie. Jeżeli jesteście ciekawi jak żyje się na co dzień w Szwecji to polecam jego kanał Szwedzki Start.

A skoro już wspomniałam o słynnych bułeczkach cynamonowych, to warto powiedzieć o nich kilka słów więcej. Wcale nie dlatego, że jestem ich największą fanką, a podczas wyjazdu zjadłam ich zdecydowanie więcej niż norma przewiduje : ) Jeżeli kochacie słodkie wypieki polecam Wam spróbować wielu rodzajów. Wersja klasyczna (kanelbullar) to po prostu najpopularniejsza cynamonowa bułeczka. Dajcie szansę też kardamonowej, jagodowej z budyniem oraz mojej ulubionej z migdałami (toscabullar). Ta ostatnia jest rzadziej spotykana, ale w sieciówkach Vetekatten powinniście ją znaleźć bez problemu.

Spacerowanie po starym mieście, w ciasnych uliczkach, wśród kolorowych kamienic to obowiązkowy punkt w Sztokholmie. Gamla stan, czyli po prostu stare miasto, znajduje się na jednej z kilku wysp, dostaniecie się tutaj bez problemu metrem. A skoro już o metrze mowa to bardzo polecam podczas wychodzenia z metra na stacji „Gamla Stan” udać się w kierunku przeciwnym do starego miasta. Jest to jeden z moich ulubionych punktów, do którego wracałam kilkukrotnie o różnych porach dnia. Widok różnokolorowych budynków odbijających się w tafli wody zupełnie skradł moje serce. Z tego miejsca zobaczycie również jeden z najpopularniejszych punktów do robienia zdjęć – Monteliusvägen. Wejście na niego kosztuje nas kilka dobrych spalonych kalorii, ale panorama Sztokholmu wynagradza całkowicie włożony wysiłek.

Na starym mieście zwracajcie uwagę na witryny i szyldy sklepowe. Wiele z nich przeniesie nas myślami dziesiątki lat wstecz. Mnie wyobraźnia przenosi za każdym razem na ulice Pokątną z Harrego Pottera, ale jestem tak wielką fanką tej serii, że widzę nawiązania do niej częściej niż przeciętny człowiek. A jeśli jakimś cudem i Wy poczujecie się jak podczas kompletowania rzeczy na pierwszy rok w Hogwarcie to koniecznie udajcie się do Science Fiction Bookstore, gdzie znajdziecie najpiękniejsze wydania książek, różdżki, szaty wszystkich domów Hogwartu, na Hedwidze w klatce kończąc. Za każdym razem kiedy tam jestem wyobrażam sobie minę ludzi na lotnisku gdybym odbierałabym z taśmy bagażowej Hedwigę w wielkiej klatce. Jeżeli jakimś cudem nie jesteście fanami Harrego Pottera (oh to Wasze smutne mugolskie życie ;)) sklep oferuje naprawdę wiele ciekawych gadżetów dla fanów Gry o Tron, Gwiezdnych Wojen i wielu innych popularnych serii.

Jednym z nietypowych miejsc do odwiedzenia w Sztokholmie jest zdecydowanie Stadsbibliotek, czyli miejska biblioteka publiczna. Wejście do głównej Sali wypełnionej kilkoma piętrami książek zrobi wrażenie nie tylko na molach książkowych. Polecam również wchodzenie na wyższe poziomy i mniejsze korytarzyki, które skrywają wiele skarbów. Wejście do biblioteki jest całkowicie darmowe dla każdego.

Jednym z piękniejszych miejsc w Sztokholmie jest wyspa Djurgården, gdzie znajdziecie najciekawsze muzea, w tym muzeum Abby. Jeżeli ktoś nie wie to zespół, który stworzył popularne Mamma Mia czy Dancing Queen pochodzi właśnie ze Szwecji. Do tej pory odwiedziłam Vasamuseet oraz The Viking Museum. Pierwsze, które naprawdę polecam, opowiada historię okrętu „Vasa” zbudowanego na rozkaz króla Szwecji, a sama nazwa statku została nadana na cześć panującej dynastii. Niestety Vasa, która miała stanowić największy okręt floty wojennej Szwecji, posiadała wiele wad konstrukcyjnych (które były ignorowane mimo wielu testów) i wkrótce po wypłynięciu  z portu zatonęła. Statek został wyciągnięty z dna, odrestaurowany i teraz można go podziwiać w muzeum. Gdybyście mieli problem ze znalezieniem to wypatrujcie budynku z 3 wystającymi masztami z dachu. Zaś The Wiking Museum przedstawia życie codzienne słynnych nordyckich wikingów. Najciekawszym punktem wizyty jest przejazd „kolejką”, gdzie opowiadana jest w interaktywny sposób historia wybranych wikingów. Na pewno to się spodoba szczególnie młodszej publiczności. Wyspa skrywa w sobie naprawdę wiele pięknych miejsc i szczerze polecam zwiedzenie jej w całości. Koniecznie udajcie się w okolice restauracji Oaxen, jeżeli jesteście fanami fine-dining to polecam zajrzeć, bo wystrój tej restauracji zasługuje na prawdziwe uznanie.

Sztokholm posiada bardzo rozbudowane metro, co ułatwia komunikację po mieście. Jednak to co jest najbardziej niezwykłego to same stacje metra. Wiele z nich stanowi pewną formę sztuki albo jest miejscem do pokazania grafik na przeróżne tematy, jak menstruacja kobiet. Najpopularniejsze stacje to Radhuset – słynne schody do piekieł (uprzedzam jednak, że w tym przypadku dużo robi obróbka zdjęć, w rzeczywistości stacja nie jest ogniście czerwona, a ceglasta), Tensta – stworzona z myślą o osobach spoza Szwecji oraz moja ulubiona Stadion z przepiękną tęczą.

Zdaję sobie sprawę, że w obliczu aktualnej sytuacji podróżowanie brzmi jak pieśń przyszłości albo smutne wspomnienie. Jednak pamiętajmy, że poznawać kraj czy jego kulturę możemy również w czterech ścianach naszego domu. Na przykład poprzez przemycanie kuchni z danego regionu czy włączając film, który przeniesie nas setki kilometrów stąd. W przypadku Szwecji polecam fikę i naukę celebracji prostych rzeczy jak kawa z bliską osobą. Pamiętajmy, że całe nasze życie pędziliśmy do przodu, a w końcu mamy szansę trochę zwolnić, co prawda nieco z przymusu, ale nauczmy się doceniać te proste chwile.

You may also like

1 komentarz

  1. Piękne podsumowanie! Dodałbym jeszcze w na Gamla Stan w SF Bokhandel poza Potterem czy Grą o tron jest też masa rzeczy z Wiedźminem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *