Magia świąt w czasach epidemii

Większość z nas jest już w środku świątecznej gorączki, gdzieś pomiędzy poszukiwaniem idealnej choinki, a lepieniem uwielbianych przez całą rodzinę pierogów z kapustą i grzybami. Część z nas prezenty kupiła już zanim w radiu zabrzmiała pierwsza świąteczna piosenka, a część zostawiła sobie to na ostatnią chwilę i jak co roku dokłada sobie to do postanowień noworocznych, że za rok nie popełni tego samego błędu. Wszyscy staramy się pamiętać o obdarowaniu każdego z kim spędzimy ten wyjątkowy czas. Niestety w wielu domach krąg rodziny podczas kolacji wigilijnej będzie znacznie węższy. Ten rok spowodował niejedną rewolucje w naszym życiu codziennym i nauczył nas, że rzeczy, na które wcześniej nie zwracaliśmy uwagi i braliśmy za pewne wcale takie nie są. Swego rodzaju schemat grudnia do tej pory w wielu polskich domach wyglądał podobnie. Przewracanie oczami na widok pierwszych choinek w centrum handlowym, szybka zmiana stacji radiowej kiedy tylko rozpoczynał się słynny utwór „Last Christmas”, a dalej to już tylko polowanie na karpia w sklepach, prezenty na ostatnią chwilę i można rzucić popularnym powiedzeniem „święta, święta i po świętach”. Jednak wiele z nas wskutek wyczerpania psychicznego potrzebowało tej kojącej atmosfery świąt znacznie wcześniej. Dlatego nikogo nie dziwi fakt, że niemała część społeczeństwa dekorowała mieszkanie w światełka albo ubierała choinkę jeszcze przed 1 grudnia.

Odkąd sięgam pamięcią wstecz moja rodzinne Wigilie zawsze były duże. Niestety za parę dni spotkamy się w znacznie szczuplejszym towarzystwie. Część mojej najstarszej rodziny, dla ich zdrowia i bezpieczeństwa, spędzi święta samotnie. W tym roku po raz pierwszy nie spotkałam się ze swoimi przyjaciółmi na naszej „towarzyskiej wigilii” w ulubionej restauracji, do której zaglądamy od czasów opuszczenia murów uczelni (a minęło już parę ładnych lat :)). Tradycją dla mnie było również obdarowanie słodkim upominkiem koleżanek i kolegów z pracy. Ze względu na fakt, że nasze biuro od marca świeci pustkami i o tym musiałam zapomnieć. Dlatego tak bardzo zależało mi na tym, aby każda mi bliska osoba wiedziała, że pamiętam i tęsknię.

W Internecie krąży wiele gotowych prezentowników z pomysłami co komu kupić, w zależności od płci, wieku oraz łączącej nas relacji. Przyznam szczerze, że sama chętnie bym znalazła wiele z tych rzeczy pod swoją choinką. Jednak jedna prawda pozostaje niezmienna od lat, najpiękniejsze prezenty to te podarowane prosto z serca. Wiele z nas na pewno pamięta momenty z dzieciństwa kiedy z największą starannością przygotowywaliśmy laurki dla rodziców albo inne popisy naszej artystycznej duszy. Część może już stoi po drugiej stronie i rozczula się na widok takich rzeczy zrobionych przez własne pociechy. Prezenty w które włożyliśmy całe swoje serce zawsze wywołują największą radość, a czasem nawet łzy wzruszenia.

Kończąc ten już naprawdę przydługi wstęp chciałabym Wam pokazać w jaki sposób możecie trafić do serc bliskich Wam osób. W tym roku postarałam się, aby do każdej ważnej dla mnie osoby trafiła paczka po brzegi wypełniona miłością. Dla wielu ten gest może z pozoru wydawać się prosty i nieznaczący, ale wiem już jak dużą radość wywołał, a ja czułam się naprawdę jak Święty Mikołaj rozwożąc te paczki po domach.

W moich paczkach znalazły się aromatyczne pierniczki, przepyszne ciasteczka maślane z polewą czekoladową oraz domowej roboty słony karmel. Przepis na pierniczki jest stary jak świat, robię go co roku i jeszcze nigdy się nie zawiodłam. Przepis jest na naprawdę dużą porcje, jeżeli nie potrzebujecie aż tak dużej ilości zmniejszcie proporcje:

600g mąki pszennej

100g masła

250g miodu

250g cukru trzcinowego

2 jajka

2 łyżki przyprawy do piernika

2 łyżki kakao

1 łyżeczka sody

Miód podgrzewamy delikatnie z masłem do czasu rozpuszczenia. Składniki suche łączymy ze sobą. Następnie dodajemy do nich jajko oraz miód z masłem. Wyrabiamy ciasto. Wiele przepisów radzi w tym momencie owinięcie w folie i przechowywanie w lodówce przez 3 dni, ale ponieważ nigdy nie byłam cierpliwym człowiekiem to wyrobione ciasto rozwałkowujemy na blacie na grubość mniej więcej 3-4 mm. Wycięte ciasteczka pieczemy przez 9 minut w temperaturze 175 stopni.

Jeżeli zaś chodzi o lukier i dekoracje to ilość moich prób i błędów powoduje, że spokojnie mogłabym napisać o tym rozprawę doktorską. Kluczem sukcesu jest przede wszystkim odpowiednio gęsty lukier. Niestety nie ma tutaj przepisu uniwersalnego ze względu na różnice w wielkości jajek. Trzeba zacząć od mniejszej ilości cukru pudru i stopniowo dodawać aż do osiągnięcia idealnej gęstości. Ja zawsze biorę odrobine lukru na wykałaczkę i rozprowadzam go na jednym pierniczku. Jeżeli lukier rozlewa się na boki to znaczy, że jest za rzadki i trzeba dodać do niego cukru pudru. W przypadku gdy lukier się klei mocno, ciężko odchodzi od wykałaczki, polecam rozwodnić go odrobiną (polecam stosować do tego łyżeczkę) wody. Niemniej jednak przepis na lukier wygląda tak:

1 białko jajka

1,5 szklanki przesianego cukru pudru

Do samej dekoracji używamy metalowej końcówki z otworem 1mm, którą przebijamy torebkę strunową w rogu, a następnie wypełniamy gotowym lukrem. Można też użyć samej torebki strunowej i uciąć jeden z rogów, ale pamiętajcie, że musi to być malutki otwór.

Ciasteczka maślane z polewą czekoladową to moje zeszłoroczne odkrycie, które zdecydowanie bardziej mi smakuje niż popularne pierniczki. Przepis jak i wałek pochodzi ze sklepu Legalne Wałki, który robi na ciasteczkach naprawdę efektowne wzorki. Na ich blogu znajdziecie więcej przepisów.

200g masła

1 jajko

2 łyżki oliwy

Szczypta soli

400g mąki pszennej

150g cukru pudru.

Wszystkie składniki łączymy ze sobą i wyrabiamy ciasto. Początkowo rozwałkowujymy gładkim wałkiem ciasto na około 4 mm grubości, a następnie używamy wałka dekoracyjnego (polecam przed użyciem delikatnie sprószyć ciasto mąką). Pieczemy przez 10 minut w temperaturze 200 stopni.

Polewa czekoladowa to połączenie moich ulubionych czekolad i takie polecam Wam również wybrać:

100g czekolady mlecznej

100g czekolady gorzkiej

100g masła

100 ml śmietanki 30%

Czekolady z masłem rozpuszczam w kąpieli wodnej (nie polecam prób przyspieszenia tego procesu na ogniu ;)). Następnie dodaje śmietankę i delikatnie podgrzewam.

Słony karmel robiłam pierwszy raz w życiu i na 3 próby tylko jedna zakończyła się niepowodzeniem, ale zaraz Wam powiem gdzie popełniłam błąd. Przepis pochodzi z Kwestii Smaku i jest naprawdę prosty:

4 łyżki białego cukru

1/4 szklanki wody

8 łyżek śmietanki 30% lub 36%

2 łyżki masła

Szczypta soli

Cukier rozprowadzamy na dnie garnka i delikatnie (!) podgrzewamy, czekamy aż się roztopi i zbrązowieje. Nie mieszamy celem przyspieszenia topnienia – właśnie ta próba była nieudana. Jak już całkowicie się roztopi wlewamy wodę. W tym momencie radzę zasłonić się przykrywą od garnka, a na rękę założyć rękawiczkę chroniącą przed wysoką temperaturą, ponieważ cukier intensywnie pryska, a woda paruje parząc, a ten moment jest bardzo kluczowy. Musimy energicznie mieszać, aż cały cukier się roztopi. Dolewamy śmietanki i gotujemy na małym ogniu do 5 minut. Dodajemy masło i odrobinę soli. Przy pierwszej próbie w tych proporcjach karmel wyszedł mi bardzo rzadki, dlatego przy kolejnym podejściu dałam troszkę więcej masła, żeby był bardziej gęsty. Następnie przelewamy do słoiczków. Aby wypełnić 3 słoiczki musiałam podwoić liczbę składników z przepisu.

Parę jeszcze słów na koniec. Niezależnie od tego czy święta mają dla Was wymiar duchowy czy po prostu cieszycie się z czasu wspólnego z rodziną i lubicie całą świąteczną otoczkę, pamiętajcie też o osobach dla których święta nie zawsze są wypełnione miłością. Kupując prezenty starajcie się wybierać polskie małe marki, wpierając ich w tym trudnym okresie. Zamiast robić wielkich zakupów w supermarketach udajmy się na rynek i kupmy kwiaty od starszej Pani, której skromna emerytura nie pozwala na godne życie. Nie zapomnijmy o starszej sąsiadce, która kolejny rok z rzędu spędza święta samotnie. Pamiętajmy o wszystkich czworonogach, nie tylko tych naszych, ale i tych porzuconych w schronisku. Większość z nas jest już na tyle dorosła, że dawno przestała wierzyć w Świętego Mikołaja, ale wystarczy odrobina chęci, żebyśmy przywrócili prawdziwą magię świąt u drugiej osoby.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *